ładowanie

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.

Czas Kultury: Wat - Moc Awangardy

Czas Kultury

Czas Kultury: Wat - Moc Awangardy

Z okazji 50. rocznicy śmierci Aleksandra Wata magazyn Czas Kultury serią tekstów przybliża czytelnikowi postać tego, jednego z najciekawszych, artystów w historii polskiej literatury XX wieku.

Pełne wersje tekstów przeczytać można w numerze 3/2017 Czasu Kultury poświęconym Aleksandrowi Watowi. Numer dostępny jest w dobrych księgarniach i na stronie internetowej czasopisma.

Czy Aleksander Wat był poetą?
Piotr Pietrych

Tytułowe pytanie, czego oczywiście jestem świadom, brzmi prowokacyjnie, skoro ma otwierać tekst poświęcony twórczości i biografii autora Wierszy śródziemnomorskich. Ale jest to jednocześnie prowokacja o tyle pozorna, ze chce zasygnalizować pozorna właśnie tylko prostotę i oczywistość stwierdzenia „Wat był poetą”. Stwierdzenie to można bowiem bardzo różnie konkretyzować i co do odniesienia (chodzić może o utwory i/lub postawę i/lub biografie „poety”), i co do znaczenia. Kwestia zasadnicza jest tu rzecz jasna to, jaka definicje „bycia poetą” mniej lub bardziej świadomie się przyjmie. Możliwości są rozliczne, zawarte miedzy biegunami z jednej strony esencjalistycznej wiary w idee „bycia poeta”, której ucieleśnienie wystarczy tylko odkryć w utworach/postawie/biografii autora, z drugiej – samoświadomej, konstruktywistycznej inwencji interpretatora…

Imperatywny znak zapytania
Wat i dekonsturkcja

Patryk Szaj

Interesuje mnie pokrewieństwo powojennego pisarstwa Aleksandra Wata z refleksją Jacques’a Derridy. Nie mam oczywiście na myśli żadnych świadomych nawiązań czy zapożyczeń – nie jest tak, ze Wat tematyzował problemy dekonstrukcji (podobna teza narażona byłaby z jednej strony na zarzut błędu ilustracji, z drugiej – na zarzut prezentyzmu), raczej antycypował je, opracowując na swój sposób. Co istotne, nie traktuje tez dekonstrukcji – wbrew stereotypowym i nadal dość powszechnym odczytaniom – jako myśli antyhermeneutycznej, to jest takiej, która ryczałtem anulowałaby jakakolwiek prace rozumienia i ustanawiania sensu. Przeciwnie, myślę o niej nie tyle jako o odrzuceniu hermeneutyki, ile jako o jej radykalizacji – radykalnym zapytywaniu o warunki możliwości rozumienia (nieuchronnie okazujące sie jednoczesnymi warunkami jego niemożliwości), wskazywaniu na aporie, w jakie wikła sie hermeneutyczne myślenie horyzontalne, uwrażliwianiu na nieustanne odraczanie sensu. To doświadczenie nierozumienia i wymykania sie sensu nie oznacza wcale konieczności zaprzestania pracy hermeneutycznej, ale rodzi imperatyw posuwania rozumienia możliwie jak najdalej, myślenia wewnątrz aporii, sproblematyzowania (ale nie: anulowania) refleksji transcendentalnej…

Komentarz do załączonej do numeru reprodukcji jednodniowóki F Salonah Szóm
Wyniki kwerendy historycznoliterackiej w perspektywie badań porównawczych z uwzględnieniem niektórych aspektów współczesnego zwrotu ku rzeczom[1]

Krzysztof Hoffmann
Jakub Kornhauser

Choć spieszymy przejść do rzeczy, gdyż to rzeczy odgrywają tu rolę niezaniedbywalną, konieczne są dwa wstępne zastrzeżenia. Pierwsze: dzielimy się niniejszym komentarzem z przekonaniem, że historia ta jest tak nieprawdopodobna (przynajmniej dla nas), że mogłaby się nie wydarzyć. Drugie: poniższe uwagi należy traktować jedynie jako przyczynek do rozważań nad (nie)obecnością niektórych tradycji awangardowych w Polsce. Gorąco liczymy na to, że do dłuższych debat jeszcze będzie okazja...

[1] Prezentowany tekst jest owocem współpracy Ośrodka Badań nad Awangardą UJ i Zakładu Poetyki i Krytyki Literackiej UAM w ramach Konsorcjum Humanistycznego. Badania nie były jednak sfinansowane przez uniwersytety, z żadnego grantu Narodowego Centrum Nauki, Narodowego Centrum Rozwoju Humanistyki, przez podmioty zagraniczne ani jakiekolwiek inne organizacje. Ufamy, że instytucje oraz osoby prywatne, chcące wesprzeć autorów stawką, której wysokość ustalamy zgodnie z pierwotną ceną jednodniówki, znajdą na to sposób.

Krzyki i szepty.
Poeci i magnetofon

Józef Olejniczak

Aleksander Wat w najważniejszym chyba autotematycznym fragmencie swoich dzienników mówi o „twarzy poety” jako o najważniejszej cesze poety nowoczesnego, weryfikującej jego dokonania, weryfikującej – tak to rozumiem – jego wiarygodność, „prawdę” jego poezji. Wskazuje wiec na aspekt etyczny poezji, intencjonalny i racjonalny, będący we władzy podmiotu[1]. Wierze mu i ufam, a moim prywatnym i intymnym „aktem wiary” było wszystko, co o Wacie przez ostatnich ponad 30 lat mówiłem i pisałem. Przede wszystkim we W-Tajemniczaniu, książce, która w zamierzeniu miała być wyznaniem mojej drogi do poezji, mojej drogi do rozumienia świata, historii, w końcu – tak mi sie dzisiaj zdaje – mojej inicjacji w dojrzałość. Mojego intymnego docierania do tajemnicy, do prawdy… Kontekst powstawania pierwszych szkiców do tej książki nie był bez znaczenia – po kontuzji kręgosłupa leżałem na desce i szeptałem sobie o Wacie do magnetofonowego mikrofonu, o czym wie obecny tutaj badacz Wata – wtedy student sosnowieckiej polonistyki, swoją drogą jeden z pierwszych, który przyszedł na spotkanie rekonstruowanego przeze mnie wówczas studenckiego koła naukowego, na jakie zaprosiłem paroma wierszami Wata…

[1] „Myślę, że jedynym dziś kryterium sprawdzalnym jest twarz poety, to znaczy osobowość poetycka i los, rzecz – niestety – spoza samej poezji. Jedynym uchwytnym gwarantem jest szczerość – właściwość tedy moralna. I cena, którą poeta zapłacił sobą za wiersz, sprawa biografii, która według krytyków nie powinna nikogo obchodzić”. A. Wat, Dziennik bez samogłosek. Pisma wybrane tom II, oprac. K. Rutkowski, Londyn 1986, s. 173; szerzej na temat motywu twarzy w dziele Wata pisałem gdzie indziej, zob. J. Olejniczak, Powroty w śmierć, Katowice 2009.

O wierszu *** [Siedziałem w sitowiu] O WIERSZU ***
Tomasz Cieślak

Zrekonstruujmy wpierw sytuację wykreowaną w liryku, robiąc to jak najprościej: bohater wiersza siedzi nad brzegiem niewielkiej rzeczki, śledząc wzrokiem lot ważek (szklarzy lub inaczej szklarek zielonych, Cordulia aenea). Doznaje widzenia aniołów, najpierw jednego, na brzegu rzeki, łowiącego ryby na wędkę, a potem kolejnych, na niebie, którzy czekają, by podjąć tę samą czynność. Wat poetycko notuje zatem przejście od doświadczenia banalnego ku sensom mistycznym, od doraźności ku przeczuciu eschatologicznemu i wprost – ku tęsknocie do własnej śmierci (stad wers: „Gdybyż i na mnie! westchnąłem na głos”)...

Od ironii historii do ironii teologii.
I odwrotnie

Barbara Sienkiewicz

W Moim wieku wyznaje Wat: „Całe moje zbliżenie sie do idei komunizmu, cała moja bliskość do idei to właściwie związek demoniczny, który dał swoje owoce dopiero dzisiaj w postaci choroby. Ja swoją chorobę odczuwam bardzo demonicznie. […] Otóż moja choroba jest w gruncie rzeczy diaboliczna choroba, zawsze ja tak odczuwałem”[1].

Cóż jednak po konstatacji diabolicznego źródła i natury choroby, kiedy osobista niewybaczalna historyczna pomyłka rzucenia sie „w komunizm jak w religie (w namiastce) totalna, właśnie dla jej totalizmu”[2], juz się dokonała? Myślę o wewnętrznej sile oporu, o pewnej wewnętrznej dyspozycji. Herbertowy Prometeusz w obliczu tego, co już się dokonało, mówi o śmiechu jako formie wyrażania niezgody. W istocie jednak trybem mówienia, kiedy próbuje wyjaśnić „miejsce bohatera w systemie konieczności, pogodzić sprzeczne z sobą pojęcie bytu i losu”, okazuje sie ironia. I to ona właśnie staje sie „bronią” Wata…

[1] A. Wat, Mój wiek. Pamiętnik mówiony, rozmowy prow. i przedm. opatrzył C. Miłosz, do druku przygot. L. Ciołkoszowa, t. 1, Warszawa 1990, s. 52.
[2] A. Wat, Coś niecoś o „Piecyku”. Brulion, [w:] idem, Wybór wierszy, oprac. A. Dziadek, Wrocław 2008, s. 299.

(Przed)tekst wiersza ostatniego – o materialności zapisu
Krystyna Pietrych 

Wiersz ostatni zamyka Ciemne świecidło (1968), tom, nad którym Wat pracował krótko przed śmiercią i którego publikacji już nie doczekał. Ten wiersz stanowi kod jego (nie tylko) poetyckiej drogi, a jednocześnie to jeden z najbardziej znanych liryków autora Mojego wieku – tekst-emblemat, tekst-sygnatura, tekst-znak osoby, niczym odręczny podpis złożony pod ukończonym juz (a właściwie na zawsze juz nieskończonym) dziełem[1]. O tym wierszu znakomity szkic napisał Jacek Brzozowski[2].

Pisał w nim: „Przynosi [Wiersz ostatni] [...] monolog (Wata–)Orfeusza. Przedmiotem monologu, tak jak w micie o Eurydyce i Orfeuszu, jest katabaza i śmierć”…

[1] Choć nie był to, literalnie rzecz biorąc, wiersz ostatni, sam autor zdecydował sie go tak właśnie zatytułować, co w tym kontekście nabiera szczególnego znaczenia.
[2] J. Brzozowski, Notatki do „Wiersza ostatniego”, [w:] J. Brzozowski, K. Pietrych (red.), Szkice o poezji Aleksandra Wata, Warszawa 1999. Lokalizacje stron podaje po cytatach ze skrótem N.

Wodne miasto.
Tekst i przestrzeń w Odjeździe Anteusza

Adam Lipszyc

Kiedy się człowiek nieopatrznie zdeklaruje, że powie coś o wierszu, który z czasem wrósł mu pod skórę, przez co wszakże nie stał się wcale bardziej zrozumiały, ratując się zrazu przed bezpośrednią konfrontacją z tekstem bliskim a trudnym, pięknym a wizyjnym, mądrym a bolesnym, człowiek ten może najpierw rzucić dwoma skojarzeniami bardzo odległymi, licząc na to, że dzięki nim złapie jakąś orientację, albo – jak w tym przypadku – zdoła się zorientować, jak głęboką dezorientację stara się uchwycić Aleksander Wat w Odjeździe Anteusza...

Wszystkich brat?
Krzyżując ody

Piotr Bogalecki

Ukończonych przez Aleksandra Wata w ostatnim roku życia i włączonych do Ciemnego świecidła trzech utworów opatrzonych wspólnych tytułem Ody krzyżować nie trzeba – same stanowią efekt skrzyżowania: mitów, historii, postaci, motywów, komentarzy, gatunków, dykcji poetyckich czy wreszcie odniesień autobiograficznych. Jeżeli w artykule O ciemnych poetach i ciemnych czytelnikach przyznaje Wat, że „literatura z istoty swej, mówiąc brutalnie, jest plagiatowa”[1], to Ody uznać można za jeden z najlepszych tego dowodów – i dopowiedzieć, że podobnie jak inne pełne autoaluzji późne teksty jego autorstwa (zwłaszcza te, które Jacek Łukasiewicz rozpoznawał jako „unaoczniające chaos rozpadu”[2], a Stanisław Barańczak jako „odsiebne”[3]) mogłyby dowodzić także „autoplagiatowości” sztuki słowa…

[1] A. Wat, O ciemnych poetach i ciemnych czytelnikach, [w:] idem, Publicystyka, oprac. P. Pietrych, Warszawa 2008, s. 727.
[2] J. Łukasiewicz, W dwudziestolecie (O poezji Aleksandra Wata), „Pismo” 5-6/1981, s. 16.
[3] S. Barańczak, Wat: cztery ściany bólu, [w:] W. Ligeza (red.), Pamięć głosów. O twórczości Aleksandra Wata, Kraków 1992, s. 35.

 

 

Powrót