ładowanie

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.

Joanna Kobyłt o wystawie Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody

Hiller Karol, Kompozycja heliograficzna II, ok. 1928–1930

Joanna Kobyłt o wystawie Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody

Czym jest doświadczenie przyrody i czym mogło ono być dla awangardy? Przeżyciem estetycznym, etycznym, duchowym, poznawczym czy może czysto cielesnym?

Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody
Muzeum Sztuki w Łodzi
10 lutego – 21 maja 2017
kuratorki: Aleksandra Jach, Paulina Kurc-Maj

 

Na te pytania różnorodnych i niejednoznacznych odpowiedzi starały się udzielić Aleksandra Jach i Paulina Kurc-Maj, kuratorki wystawy Superorganizm. Awangarda i doświadczenie przyrody w łódzkim MS2. Wystawa przygotowana na obchody stulecia awangardy w Polsce to nie tylko sproblematyzowane spojrzenie na podnoszone przez artystów kwestie związane z naturą. To także cała panorama zjawisk – obecnych nie tylko w sztuce – na które wpływ miały industralizacja, intensywny przebieg ostatniego stulecia antropocenu, burzliwy rozwój nauki. Nazwiska absolutnych klasyków i kanon artystycznych dzieł dodają splendoru całej wystawie. Jak chwali się Muzeum Sztuki w tekście zapowiadającym wystawę, Superorganizm to ponad 150 eksponatów wypożyczonych z kolekcji czołowych muzeów sztuki nowoczesnej na całym świecie: między innymi z Tate w Londynie, Centre Georges Pompidou w Paryżu, The Museum of Modern Art w Nowym Jorku, The State Museum Of Contemporary Art – Costakis Collection w Salonikach czy Moderna Museet w Sztokholmie. Wydawałoby się, że nie trzeba robić nic więcej, aby osiągnąć frekwencyjny sukces i uzyskać przychylność krytyki. Sprowadzenie muzealnych hitów prawie zawsze działa na korzyść. Toteż kolekcjonerzy intensywnych przeżyć estetycznych wyjdą z wystawy z pewnością zadowoleni. I ciałkiem słusznie, bo któż nie byłby zachwycony, mogąc oglądać szkice Le Corbusiera, rysunki Klee, fotografie Rodczenki, obrazy Mondriana i Malewicza czy rzeźby Schwittersa? Już sam zestaw przypadkowo rzuconych nazwisk pokazuje rozpiętość mapy prezentowanej sztuki nowoczesnej.

Jednak nie tylko obecność nazwisk wprost z podręczników historii sztuki gwarantuje powodzenie wystawie. Amatorzy niebanalnych strategii kuratorskich także znajdą coś dla siebie. Bo pomimo bezpiecznego muzealnego wnętrza nie zabrakło mocnych momentów i interesujących rozwiązań. Podzielona na sześć części: Krajobraz postnaturalny, Biofilia, Wcielone widzenie, Czwarty wymiar, Mikrokosmos i makrokosmos oraz Ewolucja wystawa przedstawia za każdym razem inny fragment narracji, który nie jest linearnym, chronologicznym ciągiem. Wyodrębnione rozdziały przenikają się, nie stanowią wyizolowanych całości, wręcz przeciwnie – zmuszają do poszukania związków pomiędzy dziełami i ich relacji do całościowego kontekstu. Dzięki temu zabiegowi zdemaskowany zostaje modernistyczny mit awangardy, zbudowany na dychotomicznych podziałach między tym, co racjonalne i intuicyjne (na przykład nauka versus teozofia, jak w przypadku Mondriana). Bardzo udanym posunięciem jest wprowadzenie w przestrzeń eksponatów innych artefaktów nieposiadających statusu dzieła sztuki – czarno-białe filmy dokumentalne i fragmenty fabularnych superprodukcji, przedruki książek, rycin, podręczników, teksty filozoficzne i inne fascynujące obiekty. Prócz rozszerzenia kontekstu o pole społeczne, kulturowe, polityczne (wiedza–władza), pełnią funkcję dopowiadającą, edukacyjną, puszczają oko do widza mniej zorientowanego w meandrach historii obrazu. Zabieg włączania w narrację elementów na przykład ze zbiorów bibliotecznych, takich jak książka Die Weltkrieg im Bild (1928), pozwala śledzić historię idei i dostrzec nierozerwalny związek sztuki z naukami przyrodniczymi i technologią.

Nie sposób też nie wspomnieć o pracy selekcyjnej i pracochłonnej kwerendy. Świadome i przemyślane wybory ze zbiorów najstarszego muzeum w Polsce oparły się nie tylko na must be – Strzemiński, Witkacy, Szukalski, a także na smaczkach, takich jak choćby obrazy i heliografiki Karola Hillera.

[...]

Joanna Kobyłt

 

Cały artykuł dostępny jest w 17 numerze Magazynu „Szum”: http://magazynszum.pl/magazyn/szum-172017

Powrót